Wszystkie odcinki
Odcinek 4· 14:54
Grant OZE: 50% dotacji na OZE w budynku wielorodzinnym — zasady i terminy
Odcinek 4 Eco Podcastu od Tokan Energy. Tłumaczymy Grant OZE — dofinansowanie 50% kosztów netto na instalacje odnawialnych źródeł energii w budynkach wielorodzinnych, obsługiwane przez Bank Gospodarstwa Krajowego. Kto może się ubiegać, co obejmuje, na czym polega zasada DNSH i do kiedy złożyć wniosek (30 czerwca 2026). Odcinek powiązany z naszym artykułem na blogu.
Przeczytaj powiązany artykuł →0:0014:54
Transkrypcja
Witamy w czwartym odcinku ekopodcastu od Tokan Energy. Dzisiaj przybliżymy wam temat grantu OZE dla budynków wielorodzinnych.
Kieść wszystkim.
Słuchajcie, pomyślmy o tym przez chwilę w ten sposób. W Polsce w takich, wiesz, w budynkach wielorodzinnych, w blokach z wielkiej płyty, w starych, urokliwych kamienicach, czy nawet w tych nowoczesnych apartamentowcach żyje przecież kilkanaście milionów ludzi.
Potężna część społeczeństwa.
No właśnie. I to jest ta część, która do tej pory często mogła odnosić takie wrażenie, że ta cała wielka ekologiczna i ekonomiczna rewolucja omija ich po prostu szerokim łukiem.
Prawda.
Bo zazwyczaj, kiedy w mediach mówi się o transformacji energetycznej, czy o dotacjach państwowych, to widzimy przed oczami jeden bardzo konkretny obrazek.
No, dom jednorodzinny na przedmieściach, z lśniącymi w słońcu panelami fotowoltaicznymi na dachu i pompą ciepła gdzieś tam przy garażu.
Dokładnie tak. A co zresztą? Co z tymi, którzy dzielą klatkę schodową z sąsiadami?
Ten obrazek z domem to nie wziął się znikąd, wiesz? Przez wiele ostatnich lat to właśnie do właścicieli domów jednorodzinnych kierowane były te najgłośniejsze programy wsparcia.
Jasne, takie jak czyste powietrze czy moje ciepło.
Dokładnie. One wykonały potężną pracę na rynku, ale z definicji skupiały się na budownictwie indywidualnym. Więc osoby dzielące klatki schodowe, windy i podziemne garaże faktycznie mogły czuć się pozostawione gdzieś tam z boku.
Rozumiem.
Dlatego ta dokumentacja, którą dzisiaj analizujemy jest taki spotna. Skupiamy się na instrumencie finansowym, który obsługuje Bank Gospodarstwa Krajowego.
Czyli w skrócie BKK.
Tak, BKK. Nazywa się to po prostu Grand Ose i jest to mechanizm stworzony wyłącznie z myślą o budynkach wielorodzinnych.
Zazwyczaj myślimy o dotacjach jako o takim, wiesz, ekskluzywnym klubie dla właścicieli domków z ogródkiem. Dzisiaj jednak otwieramy drzwi VIP dla tych, którzy dzielą osiedle z innymi.
Zostawiamy domy jednorodzinne w spokoju i wchodzimy w świat osiedli.
Super. Przystudiowałem te dokumenty i od razu nasuwa się takie fundamentalne, bardzo praktyczne pytanie o to, jak ten mechanizm w ogóle rusza z miejsca.
Mhm.
No bo wiesz, jeśli mieszkam na czwartym piętrze i dostaję kolejny coraz wyższy rachunek za prąd, łapie się za głowę i marzy mi się tańsza energia.
Wiadomo.
To czy mogę tak po prostu wejść wieczorem na stronę BGK, wypełnić wniosek i poprosić o grant?
Powiem wprost absolutnie nie.
Nie. Czyli muszę z tym pójść do zarządu wspólnoty albo na zebranie spółdzielni?
Dokładnie tak. Inwestorem, a zarazem jedynym podmiotem uprawnionym do złożenia wniosku i otrzymania tych środków musi być właściciel lub zarządca całego budynku wielorodzinnego.
Aha.
Indywidualny lokator nie ma tutaj ścieżki prawnej do ubiegania się o środki na własny balkon czy na swój kawałek dachu.
Kto dokładnie trzyma te kłucze do inwestycji, bo mówisz zarządca, ale jak to wygląda prawnie?
Dokumentacja to wyraźnie precyzuje. Mogą to być wspólnoty mieszkaniowe, co jest dość oczywiste, oraz spółdzielnie.
Jasne, klasyka.
Ale to nie wszystko. Na liście są też jednostki samorządu terytorialnego, czyli np. gminy. Są społeczne inicjatywy mieszkaniowe, tzw. SIM oraz Towarzystwa Budownictwa Społecznego, czyli TBS-y.
Zastanawia mnie obecność tych SIM-ów i TBS-ów. To nie są tacy zwykli deweloperzy komercyjni, prawda?
Nie, w żadnym wypadku. Oni mają wpisaną w swoje DNA misję budowania mieszkań na wynajem o umiarkowanym czynszu. Nie maksymalizują zysku ze sprzedaży. Więc dla nich ten grant to idealne narzędzie. Instalują fotowoltaikę, ogniżają drastycznie koszty funkcjonowania budynku na lata i dzięki temu mogą utrzymać stawki czynszów na rozsądnym poziomie.
Ma to sens. A co ze spółkami prawa handlowego? Albo, bo widziałem to w źródłach, osobami fizycznymi.
O, to jest bardzo ciekawy przypadek.
No właśnie, bo przed chwilą ustaliliśmy, że pojedynczy mieszkaniec Kowalski nie może złożyć wniosku.
Zgadza się. Ten zapis o osobie fizycznej dotyczy bardzo konkretnej sytuacji rynkowej. Wyobraź sobie starą miejską kamienicę.
Okej, mam to.
Bardzo często taki budynek należy w całości do jednego człowieka. Z punktu widzenia prawa on jest osobą fizyczną, ale w kontekście programu Grand Ose jest wyłącznym właścicielem całego budynku wielorodzinnego.
Aha, czyli jako taki właściciel kamienicy ma pełne prawo wnioskować o dofinansowanie dla całej nieruchomości?
Dokładnie. Niezależnie od tego, czy to potężna spółdzielnia, czyż właściciel kamienicy, to oni przygotowują projekty i załatwiają formalności z bankiem. A na pewno wiesz, jak wyglądają zebrania wspólnot mieszkaniowych.
Oj tak, dynamika tych zebrań bywa bardzo ciekawa. Tam trzeba iść z twardymi, gotowymi argumentami, inaczej nic z tego.
Właśnie. Dlatego musimy wiedzieć, co właściwie możemy za te pieniądze kupić.
No to płynnie przejdźmy do technologii. Co wchodzi w grę?
Katalog jest całkiem szeroki. Mamy panele fotowoltaiczne, kolektory słoneczne.
Te do podgrzewania wody, tak.
Tak. Dalej są pompy ciepła, kotły na biomasę, a nawet jest furtka na inne instalacje OZE. Ale tu pojawia się absolutnie kluczowy, twardy warunek.
Jaki?
Instalacja musi wytwarzać energię na potrzeby budynku.
Wyjaśnijmy to, bo wiesz jak to brzmi dla zwykłego człowieka. Wyobrażmy sobie, że blok dostaje własną mini elektrownię na dachu. Ja, jako mieszkaniec tego bloku, naturalnie bym chciał pociągnąć kabel prosto do mojego telewizora w salonie, żeby mieć prąd za darmo.
I tu cię rozczaruję. Mechanizm zdefiniowany przez BGK całkowicie to wyklucza.
Czyli nie mogę podpiąć swojej lodówki pod panel na dachu?
Absolutnie nie. Prąd z tej elektrowni ma zasilać to, co jest wspólne dla całej wspólnoty.
Aha, czyli mówimy o częściach wspólnych.
Tak, oświetlenie na krakach schodowych, w piwnicach, zasilanie wind systemów domohonowych albo, co jest super rozwiązaniem, ten prąd może napędzać wspólną pompę ciepła, która dostarcza ogrzewanie do wszystkich mieszkań.
Więc koryść dla mnie nie jest taka, że na moim prywatnym rachunku z elektrowni wizę mniejszą kwotę za zużycie kWh?
Zgadza się. System działa pośrodnio. Darmowa energia po prostu obcina potężne koszty eksploatacyjne całego budynku, to hamuje wzrost opłat administracyjnych, a czasem może nawet realnie obniżyć czynsz.
Rozumiem. A można ten prąd sprzedawać na zewnątrz jako, nie wiem, główny biznes?
Nie, w żadnym wypadku. To ma służyć optymalizacji kosztów utrzymania samej nieruchomości, nie komercji.
Dobra, to teraz ważny szczegół, który wyłapałem. Modernizacja.
O tak, tu trzeba uważać.
Zauważyłem, że jeśli blok ma już starą fotowoltaikę i chce ją zmodernizować z tego grantu, to moc tej instalacji musi wzrosnąć o co najmniej 25%.
Dokładnie, 25%.
Dlaczego? Nie można po prostu zdjąć starych, zużytych paneli i założyć nowych o tej samej mocy.
Nie, bo Grand Oze to nie jest fundusz remontowy na zasadzie zepsuło się to wymieniamy na nowe. Środki publiczne mają stymulować realny rozwój i zwiększać ilość zielonej energii w ogólnym miksie energetycznym kraju. Zastąpienie 10 kW nowymi 10 kW nie daje żadnej wartości dodanej.
Zrozumiałe? Czyli musimy zrobić krok naprzód.
Właśnie.
Dobrze, to teraz wchodzimy na minę. Temat, który na każdym zebraniu wspólnoty budzi największe emocje.
Pieniądze.
Matematyka dotacji. Ile BGK nam do tej mini elektrowni dopłaci?
Grand ose to jest pokrycie 50% kosztów przedsięwzięcia.
Brzmi jak prosta sprawa. Połowę płacimy my, połowę państwo.
Tak, ale tu pojawia się kluczowy fakt z dokumentacji. Te 50% liczy się od kwot netto.
Zaraz, zaraz. Żeby to dobrze wybrzmiało, zatrzymajmy się tu na chwilę i uniknijmy księgowego żargonu.
Jasne.
Jeśli nasza instalacja na fakturze od wykonawcy kosztuje powiedzmy 100 tysięcy złotych netto plus VAT.
Czyli brutto zapłacicie 123 tysięcy złotych.
Właśnie. To BGK nie patrzy na tę końcową wyższą kwotę z podatkiem VAT, prawda?
Dokładnie. VAT ich nie interesuje przy wyliczaniu grantu. Zwracają 50% z kwoty netto, czyli 50 tys. zł.
O rany. Czyli ze 123 tys. na fakturze dostajemy 50, a z własnej kieszeni musimy znaleźć aż 73 tys. zł. To znacznie więcej niż połowa realnego wydatku.
trzeba zabezpieczyć na koncie. Często to oznacza naruszenie funduszu remontowego albo posiłkowanie się dodatkowym kredytem bankowym.
Trzeba o tym pamiętać planując budżet osiedla, żeby się, wiecie, nie przeliczyć na samym starcie.
Zdecydowanie. Ale jest jeszcze jedna matematyczna pułapka w tym grantcie.
Słucham.
Chodzi o powierzchnie niemieszkalne. Bardzo często mamy bloki czy kamienice, w których na parterze jest piekarnia, fryzjer czy jakieś biuro.
No tak, normalna sprawa w mieście.
Wtedy grant jest proporcjonalnie pomniejszany do udziału powierzchni mieszkalnej w całym budynku.
Użyjmy analogii, żeby to unaocznić. To tak jak z zamawianiem dużej pizzy z sąsiadem, który na parterze prowadzi sklep.
O, dobre. Tak, to świetnie oddaje ten mechanizm.
Czyli fundusz dopłaca tylko do tych kawałków pizzy, które zjedzą mieszkańcy. A sklep musi sfinansować swoje kawałki w całości z własnej kieszeni, proporcjonalnie do zajmowanego przez siebie metrażu.
Dokładnie tak. Jeśli lokale usługowe na parterze zajmują 20% budynku, to dofinansowanie jest obcinane o te 20%. Logika jest jasna. Publiczne pieniądze na wsparcie mieszkańców nie mogą być ukrytą formą dotowania prywatnych biznesów.
No brzmi to bardzo uczciwie. Mamy więc technologię, mamy finansowanie, matematykę za sobą. Wydaje się, że można już dzwonić po ekipę montażową. Ale wiem, że instytucje finansowe lubią mieć pewność.
Bardzo lubią.
I tu wchodzi zasada o bardzo tajemniczo brzmiącym skrócie, widziałem to w dokumentach. DNSH.
Tak, DNSH z angielskiego do no significant harm, co wprost tłumaczymy jako zasadę nie czyń poważnych szkód. To taki ekologiczny hamulec bezpieczeństwa.
Co to fizycznie oznacza? Bo piszą, że inwestor musi posiadać specjalny dokument analizy ryzyk wynikających ze zmian klimatu.
Nie możesz po prostu wejść i zamontować urządzeń. Musisz mieć tę analizę.
analiza ryzyk klimatycznych dla zwykłego bloku w mieście. Brzmi jak zadanie dla naukowców z NASA.
Wcale nie.
No bo o co w tym chodzi? Czy, nie wiem, mamy analizować czy w naszą fotowoltaikę uderzy gigantyczny grat?
Szczerze mówiąc dokładnie o to chodzi.
Żartujesz?
Absolutnie nie. Analityk wejdzie na dach i musi przewidzieć różne zjawiska. Obciążenia statyczne, jak np. bardzo gruba warstwa śniegu zalegająca zimą na panelach, ale też uderzenia dynamiczne, czyli ten wspomniany przez Ciebie grad, albo porywiste wichury, no i skrajne temperatury pracy. W lecie, gdy dach z papy staje się patelnią dla elektroniki.
I to wszystko musi być w tym jednym dokumencie.
Tak. Ale, co najważniejsze, i tu kładę ogromny nacisk, ten dokument to nie jest tylko jakiś tam świstek papieru do odhaczenia we wniosku i wrzucenia do kosza.
A co z nim trzeba zrobić?
Inwestor musi przechowywać tę analizę do ewentualnej kontroli przez co najmniej 5 lat.
A co jeśli przyjdzie kontrola, a my zgubiliśmy ten papier?
To jest najgorszy scenariusz. Cała wypłata grantu z BGK staje się drastycznie zagrożona. Instytucja może po prostu zarządzać zwrotu środków z odsetkami. Brak papierów z analizy DNH to katastrofa dla budżetu osiedla.
Brzmi poważnie. Przygotowanie projektów, uchwał, zebranie podpisów mieszkańców, rozwiązanie kwestii VAT-u, a do tego jeszcze ta wielka analiza ryzyk klimatycznych. Zegar tyka, prawda?
Oj tak.
To brzmi jak proces, który pochłonie potężną ilość czasu. Ile tego czasu właściwie zostało na złożenie wniosku?
Ostateczna, nieprzekraczalna data wynikająca z dokumentacji BGK, do której wniosek można złożyć, to 30 czerwca 2026 roku.
2026. Z perspektywy kalendarza wydaje się, że mamy sporo czasu, ale jak ktoś zna realia funkcjonowania administracji i wspólnot mieszkaniowych, no właśnie, to doskonale wierzę w tym środowisku słowo jutra oznacza w praktyce za pół roku.
Dokładnie tak to działa. Zebrać zarząd, ogłosić zebranie lokatorów, przegłosować budżet to często trwa wiele, wiele miesięcy.
Dlatego naprawdę apelujemy, by już teraz, bez żadnej zbędnej zwłoki, zacząć poruszać ten temat ze swoimi zarządcami budynków. Biurokracja ma swoje własne, bardzo powolne tempo, a szkoda by było przegapić taką okazję na finansowanie.
Zgadzam się w stu procentach.
Zbliżając się do końca, zostawmy Was z taką jedną prowokacyjną myślą, która wykracza poza same procenty i dotacje. Jak wyglądałoby nasze życie w miastach, gdyby każdy budynek wielorodzinny stał się taką samowystarczalną wyspą energetyczną?
To fascynująca wizja, gdyby zamiast wielkich elektrowni dymiących na horyzoncie, prąd produkowały po cichu dachy tych wszystkich bloków i kamienic, na które przecież patrzymy codziennie przez okno.
Dokładnie. Zieleńsze, cichsze i tańsze w utrzymaniu miasta. To jest stawką w tej całej biurokratycznej grze.
Warto o tym pomyśleć przy najbliższym spotkaniu z sąsiadami.
Jasne. Jeśli potrzebujesz pomocy w temacie grantu OZ dla budynków wielorodzinnych, to zapraszamy do kontaktu na tokanenergy.pl. Oferujemy szeroki zakres specjalistycznej wiedzy oraz bezpłatne audyty. Dziękujemy za uwagę. To był Eko Podcast od Tokan Energy. Do usłyszenia.